wtorek, 24 marca 2015

Co można znaleźć na strychu? Bezimienni na lekcji

Od początku swojej polonistycznej ścieżki w szkole na lekcjach starałam się wykorzystywać różne teksty kultury: literaturę we wszystkich jej rodzajach i wielu gatunkach, muzykę, obraz, film, reklamę... Teksty te pojawiały się na języku polskim w rozmaitych odsłonach: jako główni bohaterowie lekcji, konteksty, wprowadzenie do tematu, podsumowanie jakiś rozważań. Szczególnie chętnie goszczę na swoich lekcjach film i muzykę. Dziś kilka słów o jednym utworze muzycznym.

Od razu przyznam, że nie przepadam za hip-hopem, ale mam kilka swoich ulubionych kawałków tego gatunku muzycznego. Piosenkę Bezimiennych Strych próbowałam już kiedyś wykorzystać na lekcji, aczkolwiek nie spotkała się ona z ciepłym przyjęciem - wśród uczniów nie było ani jednej osoby, która słuchałaby takiej muzyki.

Teraz jednak mam w I g wielbicieli hip-hopu, więc mogę trochę poszaleć z tą muzyką :). Tak się złożyło, że akurat na lekcjach poruszany był kilkukrotnie temat rzeczy i ich wartości sentymentalnej. Piosenka Strych doskonale pasowała do fragmentu Kwiatów polskich Juliana Tuwima oraz do Muzeum Wisławy Szymborskiej. Na lekcji pojawiła się trochę w ramach podsumowania rozważań, trochę, aby pokazać uniwersalność pewnych problemów. Dziś żałuję, że nie wycisnęłam z tej piosenki więcej. Wiadomo, najlepsze pomysły zwykle rodzą się post factum.

Przechodząc jednak do tytułu posta - co można znaleźć na strychu, o którym śpiewa bytomska formacja? Graty, śmieci i rupiecie, stare, zniszczone przedmioty, obiektywnie nie przedstawiające żadnej wartości: 

Na starych fotkach gęsta pajęczyna
niektóre wyblakłe poplamione z wina
I patrzę na twarze które pamięć gdzieś zgubiła
i pytam gdzie ta radość która kiedyś we mnie tkwiła

Dalej leżą wrotki i rower na trzech kółkach
odleglejsze czasy na kolejnych półkach
Stare okulary które kiedyś tam nosiłem
20 lat temu całkiem inaczej żyłem
O pierwszych moich krokach stawianych na macie
przypomina stara dżudoka bliższa teraz szmacie
Piórnik, książki i szkolne zeszyty
stary komputer
, na nim pierwsze bity
Czarne lenary obok leżą rolki
stare ochraniacze i szmaciane korki

Puchar osiedla w nich rozgrywałem
to kiedyś było ważne całe serce w to wkładałem

(...)

Stara piłka do nogi przebita do kosza
bramkarskie makówy bluza George'a Camposa
Krótka przygoda w klubie pierwsza karta zawodnika
lecz talent ma to do siebie że nieszlifowany znika
Dla faktu nie pomogła ta stara paczka szlugów
to potrzaskane bongo służące do pierwszych buchów
(...)
Leży tutaj trochę książek nie są to lektury
Pierwszy zeszyt rymów pierwszy spray co zdobił mury
Połamana deskorolka poszarpane vansy
jakieś szerokie spodnie pierwsze kimono do walki
Niewysłane walentynki z obawy przed odrzuceniem

Wyliczone w tekście rzeczy mają jednak dużą wartość sentymentalną - przywołują wspomnienia wzlotów i upadków dzieciństwa i młodości; przywołują to, co kiedyś było ważne, w co wkładało się całe serce.

Na tym właśnie polega (między innymi) magia przedmiotów. To wehikuły czasu, które mogą przenieść nas lata wstecz. Może nieprzypadkowo J. K. Rowling uczyniła zwykłe, niewyróżniające się przedmioty, świstoklikami? Wszak one też miały magiczną moc przemieszczania tego, kto ich dotykał...

Dla mnie, jako miłośniczki rozważań Gastona Bachelarda, w tej piosence ciekawe jest jeszcze to, że mówi o strychu. W Domu rodzinnym i domu onirycznym jest taki fragment:
Na strychu można także bez końca czytać z dala od osób, które odbierają nam książki, bośmy już za dużo czytali. Na strychu – przebieranki w stroje dziadków, w szale i wstążki. Cóż to za muzeum marzeń – rupieciarnia na strychu! Tam różne starocie raz na zawsze zdobywają sobie miejsce w sercu dziecka. Dzięki marzeniom wstaje z martwych przeszłość rodziny, młodość dziadków i pradziadków
Dla zainteresowanych strychem zrobiłam swoją pierwszą internetową tablicę z notatkami. Mam nadzieję, że komuś (i mnie w przyszłości) posłuży. Link bezpośredni:

http://padlet.com/blog_lekcje_pol/n74g08w9sgr6.



Created with Padlet

I wersja obrazkowa:

środa, 18 marca 2015

Poezja rzeczy jest całkiem do rzeczy

Chyba każdy nauczyciel języka polskiego ma swoje ulubione lektury szkolne, wiersze, tematy, które kocha omawiać... Nie inaczej jest ze mną.

W tym roku w podręczniku, z którego korzystam (Jest tyle do powiedzenia!) znalazłam dwa działy, które wywołały uśmiech na mojej twarzy - pierwszy i ostatni pierwszej części. O ubraniach oraz o rzeczach... Ubraniom poświęciłam osobny rozdział swojego doktoratu, temat rzeczy też w nim raz po raz powracał.

O jakich rzeczach mówiliśmy? Niezłe ćwiczenia pozwoliły nam poznać sporo rzeczowników określających przedmioty, rzeczowników nacechowanych dodatnio bądź ujemnie (kliknięcie na słowo spowoduje przejście do wyszukiwania jego definicji):



źródło: http://przepisdlaciebie.pl/sites/default/files/phasephotos/2012/derelye_recept22.JPG
Kształt klucza dla chmury wyrazów nie został wybrany przypadkowo - analizowaliśmy i interpretowaliśmy Studium klucza Mirona Białoszewskiego (garść inspiracji do lekcji z tym wierszem zaczerpnęłam z Jak uczyć poezji Stanisława Bortnowskiego). Na kolejnej lekcji pojawiły się Szare eminencje zachwytu, których lekturę poprzedziłam małym pokazem, do którego posłużyły mi latarka i durszlak (niestety, nie posiadam łyżki durszlakowej...).

Poza tym czytaliśmy Muzeum Wisławy Szymborskiej, które sama dobrze pamiętam ze szkolnych lat, oraz fragment Kwiatów polskich Juliana Tuwima. Piękny fragment o szufladzie, do której przez lata wrzuca się rzeczy z pozoru do niczego nie potrzebne, zbędne. Jednak...

A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz, 
Znajdziesz tam małe zasuszone
Serce twe, w gratach zagubione...
Więc nie wyrzucaj nic, nie sprzątaj...
Przyda, nie przyda się - niech leży.
Oszczędzaj graty przy "porządkach"
W takich szufladach i zakątkach,
Boś z każdym cząstkę życia przeżył...

Ten Tuwimowski fragment przypomniał mi scenę z jednej z ulubionych książek mojego dzieciństwa - z Pokoju na poddaszu Wandy Wasilewskiej. Dziewczęciem będąc, nie miałam pojęcia, kim była autorka, a Pokój za bardzo przypominał ukochaną Małą księżniczkę, by nawet po latach wyrzucić go z pamięci. Dodam, że fragmentu nie omawiałam na lekcji, żeby już uczniów nie męczyć tym samym tematem. Lekcji o przedmiotach i tak było więcej niż omawianych wierszy - pojawiły się ćwiczenia leksykalne, fragmenty prozy wspomnieniowej i filozoficznej, ćwiczenia redakcyjne (redagowanie opisu), film o Wisławie Szymborskiej (Chwilami życie bywa znośne). Niemniej jednak przytaczam go, może przyda się komuś :).

Wyróżnienia pochodzą ode mnie.

—Pomyśl, ile się zmieniło przez ten czas: pani Kalinowska wyjechała i wyzdrowiała, bez kwitnie, dziadek Helenki umarł, założyliśmy spółdzielnię, Adaś złamał nogę, byliśmy na wsi — wyliczała Zosia i aż się zdumiała, ile to zdarzeń i spraw zaszło od lata w ich życiu.

A świadkiem wszystkiego był pokoik na poddaszu. Kiedy przyszło do robienia porządków, do sprawdzania, co jest do wyrzucenia, a co trzeba ze sobą zabrać, wciąż trafiali na drobiazgi, które wywoływały wspomnienia.

— Patrzcie, tu w kącie guziki od kamizelki! To jak jeszcze u nas się szyło!

— O, w skrzynce papierek kolorowy — pamiętasz, Adasiu, to chyba z tych parasolek na drzewko.

. — Ignaś, tu jeszcze glinka od malowania pokoju.

— O, skorupka z jajka! To z tych, cośmy wzięli od pani Kalinowskiej!

I tak w koło. Trzeba to było wyrzucać — a robiło się żal. Bo jakby się wyrzucało cząsteczki życia, które przepłynęło w tym pokoju.

— Nie możemy przecież zabierać ze sobą śmieci — powiedziała Anka, ale i ona długo trzymała w dłoni jakąś czarną, pokruszoną łodyżkę — pewnie z tych kwiatów, którymi przybrali fotografię matki w dzień jej imienin.

Jako podsumowanie przygody z rzeczami poleciłam uczniom wyszukanie wiersza lub piosenki, w której przedmioty odgrywają znaczącą rolę. Zobaczymy, co przyniosą :). Już na początku przygody z tym tematem przynosili do klasy drobiazgi, które nie mają dużej wartości materialnej, ale mają sentymentalną. Pojawiły się m.in.: pierścionek od babci, scyzoryk, identyfikator z kursu językowego, brelok, szklany piesek, lakier do paznokci oraz (kultowa już!) szmatka do okularów.

Na lekcjach były też dwa kawałki muzyczne. Ale o nich (mam nadzieję) następnym razem :).


piątek, 6 marca 2015

"Krew elfów" po raz trzeci, czyli lekcje polskiego w styczniu i w lutym

Pani z Polaka spogląda z żalem na datę ostatniego opublikowanego wpisu i z niedowierzaniem kiwa głową. Jak to? Ponad miesiąc upłynął? Niemożliwie!

A jednak! Mogłoby się wydawać, że w szkole w tym czasie nic się nie działo, ale ferie (które mieliśmy na początku lutego) trwały przecież tylko dwa tygodnie!

Dłuższe okresy milczenia spowodowane są jednak od jakiegoś czasu jedną rzeczą - omawiam teksty, które już kiedyś omawiałam, wykorzystuję dawne pomysły i chwyty. Ostatnie tygodnie w klasie I gimnazjum poświęciłam Krwi elfów Andrzeja Sapkowskiego. Trzy wpisy poświęcone tej powieści znajdziecie tutaj: --> Sapkowski.  Z jedną z klas robiłam też bardzo udane inscenizacje fragmentów tej powieści. 

Problemy, zagadnienia


W tym roku podczas omawiania lektury dotykałam następujących problemów (kolejność przypadkowa):

  1. Co to znaczy być neutralnym, czy warto być neutralnym? 
  2. Jakie są źródła konfliktów, czy istnieją pokojowe sposoby ich rozwiązywania?
  3. Co mówią i jak mówią książkowe postaci? Stylizacja, indywidualizacja i archaizacja; wyrazy nacechowane emocjonalnie i wulgaryzmy.
  4. Edukacja Ciri - jaka była, jak wyglądałaby, gdyby w życie dziewczynki nie wkroczyła wojna?
Oczywiście mówiliśmy też o cechach literatury fantasy. Na zakończenie uczniowie samodzielnie wypełniali karty postaci (w tym roku wybierali tylko Geralta lub Ciri); będą także pisać opowiadanie fantasy, którego akcja rozgrywa się w świecie Wiedźmina, wymyślonym przez nich (autorskim) świecie lub świecie Czarnoksiężnika z Archipelagu. 

Konteksty



Z uwagi na to, że sporo (delikatnie mówiąc) czasu poświęciliśmy na analizę języka Krwi elfów, na jednej z ostatnich lekcji robiliśmy zadania zaproponowane przez IBE do fragmentu Czarnoksiężnika z Archipelagu: http://bnd.ibe.edu.pl/tool-page/197. Skupiliśmy się głównie na tych, które dotyczyły świata przedstawionego i języka powieści.

Podczas lekcji poświęconych neutralności, konfliktom i sposobom ich rozwiązywania, oglądaliśmy dwa teledyski dotykające tej tematyki.

Klasyka:




I coś nowszego, ale bardzo przeze mnie lubianego:



Poza tym na lekcjach dot. języka powieści wykorzystałam fragmenty świetnego słuchowiska wydanego przez Fonopolis. Kto jeszcze nie ma - po zamówienie marsz! :)



Po omówieniu lektury prawie zawsze zostaje pewien niedosyt... Z jednej strony - omawianiu poświęcam dużo czasu, z drugiej - może trzeba było zrobić coś innego, inaczej?

Mam nadzieję, że ktoś wybierze Krew elfów dla swojej klasy. U mnie dwoje uczniów zaczęło czytać pozostałe tomy sagi wiedźmińskiej, więc warto było :).

wtorek, 20 stycznia 2015

Kreska, Maciek, Matylda i Lelujka. Zero charakterystyki, trochę plastyki

Gimnazjaliści... Tacy poważni, tacy dorośli... A daj im, człowieku, kartę pracy bazującą na rysunkach do kolorowania, to kolorować zaczną.

Nie żartuję. Dobrych piętnaście minut kolorowali. Niektórzy nawet dorysowali Maćka do skafandra. Chciałoby się rzec - niestety. Dlaczego? Bo powstająca notatka straciła na przejrzystości. A przynajmniej straciła szanse na jakąkolwiek przejrzystość ;).

Dziś, mimo że drugą lekcję omawiamy już Krew elfów Andrzeja Sapkowskiego, chciałabym dokończyć wątek Opium w rosole. Nauczyciel, omawiając tę lekturę nie może pominąć ciekawego wątku relacji między młodymi bohaterami. To, że były one skomplikowane, to już wiemy - pisałam o tym ponad miesiąc temu (http://lekcjepolskiego.blogspot.com/2014/12/relacje-miedzy-bohaterami-byy.html). Jak jednak opowiedzieć o tym uczniom, by coś zapamiętali nie tylko ci, którzy wiele pamiętają ze słuchu, ale aby dać szansę na utrwalenie informacji wzrokowcom?

W ubiegłym roku wpadłam na pomysł, że zadam uczniom notatkę graficzną przedstawiającą relacje między młodymi bohaterami powieści Musierowicz (forma tej notatki była dowolna - schemat, rysunek, kolaż słowno-obrazkowy). Rezultaty ich wysiłków - za chwilę. W tym roku, bazując na dokonaniach mojej poprzedniej klasy, sama zrobiłam dla uczniów początek notatki - widzicie tu symbole oznaczające Maćka, Matyldę, Kreskę i Lelujkę. Między nimi powstała sieć powiązań z nazwami emocji, które do siebie żywili bohaterowie. Była dość gęsta i kolorowa, powstawała na lekcji.

Linie biegły od Maćka do Matyldy, Kreski i Lelujki, od Kreski do Maćka, Matyldy i Lelujki, od Lelujki do Kreski i Maćka. Relacje i emocje nazywaliśmy na podstawie konkretnych cytatów z Opium. Przy tej okazji wyszło również to, że Maciek Ogorzałka jest dość... prostym człowiekiem, a sympatia czytającego w tym roku została przy Lelujce.



A teraz pora na prezentację prac z roku szkolnego 2013/2014. Autorami są uczniowie klasy III gimnazjum. Ich prace były już wcześniej publikowane na Facebooku, na profilu Lekcji Polskiego. Mam nadzieję, że staną się inspiracją dla nauczycieli i uczniów.








piątek, 9 stycznia 2015

Lekcje Polskiego na Geografii... krain zmyślonych

W środę, choć był to już normalny, szkolny dzień, klasy V i I gimnazjum nie miały języka polskiego. Zamiast wykładać o opisie przeżyć wewnętrznych oraz czasowniku (to było dziś), pani Karolina wygłaszała na konferencji Geografia krain zmyślonych. Wokół kategorii miejsca i przestrzeni w literaturze dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej referat pt. Uwięzieni w „idealnych” światach. Bohaterowie współczesnych powieści fantastycznych dla młodzieży i przestrzeń, w której żyją.


Jeśli komuś temat referatu wydaje się zbyt mglisty, spieszę z tłumaczeniem, że mówiłam o trzech książkach:


 .


(Wspaniale jest mieć pracę, w której trzeba czytać takie książki :) ).


Dobry adres: Rynek Starego Miasta 20
Konferencja odbywała się w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. Przy okazji konferencji można było obejrzeć wystawę czasową w Sztuce i Narodzie. Spotkanie zorganizowali dr Weronika Kostecka i Maciej Skowera z Pracowni Badań Literatury dla Dzieci i Młodzieży Uniwersytetu Warszawskiego.

W środę miałam okazję nie tylko wygłosić swój referat, ale też wysłuchać kilku bardzo interesujących tekstów. Najgorętsza dyskusja rozwinęła się po sesji o mapach fantastycznych krain. Wszystkich, zdaje się, uwiodło (w pozytywnych sensie) wystąpienie p. Krzysztofa M. Maja. Z wielką przyjemnością wysłuchałam również wystąpienia z pierwszej sesji - dr hab. Violetta Wróblewska opowiadała o legendach i podaniach związanych z Toruniem - oraz ostatniej, w której zaprezentowany został tekst o prozie Adama Bahdaja.


Mówiliśmy o miastach istniejących, fantastycznych, krainach wymyślonych, choć z pozoru mających odbicie w rzeczywistości. Napięcie między mimesis a fantazją, realnym i zmyślonym, towarzyszyło nam cały czas podczas tej naukowej przechadzki po lesie fikcji.


Obradowaliśmy w sali, w której znajduje się księgozbiór Juliana Tuwima
Było to bardzo udane spotkanie naukowe, bardzo żałuję, że nie mogłam zostać do końca (czyli do dziś). Mam nadzieję, że wygłoszone referaty zamienią się w teksty artykułów i będziemy mogli wszyscy się nimi cieszyć :).


Z konferencji przywiozłam także kilka pomysłów, które można przekuć na działania szkolne. Wszak już niedługo czeka mnie wyprawa w krainy fantasy - do Śródziemia (z V klasą) i krainy Wiedźmina (z I g).